Wałęsam się nad rzeką, słynnym Mekongiem. W PP jest nowa promenada, są ławki, miejsca, gdzie mieszkańcy i turyści spędzają po południe.
Zwyczajowo parę osób zagaduje mnie skąd jestem, jak długo w podróży i takie tam…
Potem siedzę sam na murku oddzielającym miasto od Mekongu. Podchodzi chłopak z ciastkami, częstuje, nie chcę, zachowuje się trochę dziwnie, ale dobra, możemy pogadać. No i dowiaduję się, że tęskni za domem, i przyjaciółmi z pracy (tańczy w nocnym klubie), że jego chłopak jest Francuzem i za nim też tęskni.
Przyglądam mu się uważniej i …..ma długie paznokcie, na zębach błyszczą brylanciki i jest bardzo … kobiecy. Nawet bardziej niż kobiecy, pokazuje w komórce zdjęcie francuza, film z pracy, jak tańczy na scenie….zdjęcia z domu z długimi włosami i pytam i odpowiada, jest Ladyboy’em. Mówię, że wolę same Lady ale miło mi się rozmawiało.
Zaczyna delikatnie kropić, LB martwi się, że się rozchoruje, i o mnie też zaczyna się martwić….uspokajam Ją, że nic mi ni będzie a deszcz to tylko parę kropel…odchodzi żegnając się pięknie, bo zmoknie, och.
Najpierw mnie to śmieszyło ale po chwili poczułem dla niej/jego szacunek i ciepło. To piękny, otwarty człowiek. Z ciekawymi męskimi i kobiecymi cechami. Zabawnie nadwrażliwy, interesujący.
Bodź sobą Ladyboyu bez imienia (nie spytałem ?). I pytaj dalej, na pewno znajdziesz wielką miłość, i dziękuję za to spotkanie.
Żałuje tylko, że nie zrobiliśmy sobie pamiątkowego zdjęcia…szkoda. Na zdjęciach deptak w PP.




Najnowsze komentarze