Familijnie na Goa by Ania
5 01 2011Tak poczułam się, gdy po raz trzeci znalazłam się w Arambolu, na północy Goa.
Wyściskałam swych gospodarzy. Porzuciłam bagaże w mojej ślicznej, dwuokiennej, klitce, gdzie zostaje wolnej przestrzeni tyle samo co zajętej przez materac i mały stolik i z ręcznikiem pognałam do łazienki na parterze. Drzwi zamknięte z wewnątrz. Szum otwartego prysznica nie pozostawia wątpliwości, że muszę poczekać. Przysiadam na balustradzie. Słonce świeci w plecy i grzeje je cudownie. Już myślę o plaży z jej gorącym, o tej porze, piaskiem. Z góry schodzi mężczyzna – „Good morning”. Odpowiadam. Potem nie pamiętam jak wygląda. Rozglądam się wokoło. Spostrzegam kilka zmian. Teren wokół budynku wysprzątany, wieprzaków jakby mniej.
Drzwi łazienki otwierają się i wychodzi z nich młodość i świeżość – w jednej osobie. Za plecami słyszę kroki. Z przodu i za plecami, prawie jednocześnie, pada – „Cześć”. – No, to mogę dodać „Dzień dobry” – mówię.
No i stało się jeszcze bardziej familijnie. A za chwilę jeszcze bardziej, bo jest nas nie troje – Arek, Łukasz i ja, ale czworo, bo Arek jest z synem – 9-letnim Tobiaszem.
Następnego dnia rodzina powiększa się. Przybywa polska mieszkanka Goa – Dorota z lekko czekoladowymi, ślicznymi, córkami – Sarą i Julią.
I tak przez kilka, kolejnych, dni stanowimy rodzinę. A potem nawet dwie. Pojawia się Basia, Marek i drugi Łukasz.
Mamy – polską kolonię na Goa.
Jest ciepło, czasem wietrznie i morze takie ciepłe.
Skóra brązowieje i …….serce czasem szaleje.
I o czym tu marzyć jeszcze?
Ania










Pięknie razem wyglądacie. Fajna rodzina taka mała ” komuna ” bardzo szczęśliwa, te dwa zdjęcia na dole tam gdzie jesteście w 3 aż radość z niego płynie. Wyglądacie bardzo szczęśliwie, aż rozumiem te słowa … ” o czym tu marzyć jeszcze „. Też bym chciała z Wami przeżyć takie rodzinne chwile.
Witaj piszac rodzina nie mialam na mysli w doslownego znaczenia. Rodzina to dla mnie uczucia jakie rodza sie gdy spotykamy kogos, kto jest nam podobny. Na Goa spotkalam swoich rodakow – przesympatycznych. Ale podczas moich wojazy spotykam tez innej narodowosci wspolodczuwaczy.
Ale w tym goanskim spotkaniu byla jedna osoba, ktora sprawila, ze to slowo jeszcze bardziej mi pasowala – 9-letni chlopak. Fajny, czasami naburmuszony, czasami chetny by go troche poprzytulac. Poprostu dzieciak.
Dzieki za komentarz
Ania
Miałam na myśli ludzi, którzy się spotkali, razem bardzo dobrze bawili, wzajemnie czuli. Tworząc Rodzinę, nie tą tradycyjną, ale Prawdziwą. Na waszych zdjęciach widać radość, przyjaźń, miłość.
Aniu, Tobie też dziękuję za maila.
Może jeszcze jakieś indyjskie zdjęcia?? I takiej przyjacielskiej atmosfery ??
Prawda, widać na zdjęciach spokój, miłą atmosferę.
,, Jest cudnie ” – tego zdjęcia nie trzeba podpisywać
,, Spożywamy ” – tylko czemu jeden talerz ?
,, Żegnamy się ” – czy tym razem na zdjęciu też będą takie zadowolone z przeżyć twarze ??
Przy tym stole byl tylko jeden talerz, ale ostrzenie sobie apetytu zostalo rozpoczete.
Pozegnania tez moga byc mile, pogdne – fajne. By sie przywitac, trzeba sie pozegnac…….. itd……..
Bylo naprawde fajnie. Zycze wszystkim takiego luzu i spokoju.
Też jesteś na tej wycieczce? Znowu szczęśliwa rodzina?? Pozazdrościć Aniu.
Tez na wycieczce, lecz na innej. Inny kontynent. Inni ludzie. A rodzina szczesliwa tez jest i to moja – po czesci.
Czego mi zazdroscisz? Podrozowania, spotykanych ludzi, sytuacji, klimatow z ich barwami, smakami, zapachami czy czy czegos innego:)
A ja zaczynam tesknic do swojskosci, bytnosci wsrod bliskich, zapachu wiosny. Wiec moze sie wymienimy?
Beztroskiego uśmiechu : )
Inny kontynent ?? Prawdziwa podróżniczka z Ciebie.
Ale się nie wymieniam, zostaje z zapachem wiosny.
Masz racje, tez bym sie nie wymienila
Święta na innym kontynencie też mają nasz klimat ?? Ja dopiero rodzinne świętowanie zakończyłam dziś.
Co słychać w świecie podróży ??
Po podróży autora bloga zabrakło zdjęć ale jest dużo treści ; )
Żadnego „polskiego” klimatu, poza rozmową z rodziną na skype. Po co robić coś na siłe. Lepiej wtopić i roztopic się w lokalnym świecie.
Zmiana kontynentu. Zgodnie z planami znów w Indiach ale wkrótce w Polsce.
Treści? Słów raczej. Bo treść już wcześniej opisana. Z całym szacunkiem i przyjażnią dla autora bloga.
Też uważam, że na siłę nic nie warto, tym bardziej jak lokalny klimat sprzyja. Lubisz Indie jak autor bloga, widać też do nich wracasz. Prosze o zdjęcia z wyprawy. Jak już wspominałam autor o nich zapomniał.
A same słowa nie zachęcają do wyprawy z nim.
Jesli na stronach autora bloga to chyba bedzie trzeba troche poczekac. Przepraszam ale tuz przed powrotem moja wyprawa nabrala tempa i nie mam czasu obrabiac zdjec. Mniej tez ich robie, bo rozbilam aparat i ciagle jest na tasmach sklejajacych co psuje mi humor i klei sie do rak. Ale chetnie po powrocie przesle troche. Tymczasem kiruje na strony joga-joga.pl na temat Indyjskie impresje. Tam troche znajdziesz z wczesniejszych wypraw.
A co Cie nie zacheca do wypraw z autorem tej strony?
Wspomniałam o zdjęciach, bo te wcześniejsze co są na blogu i o wyprawach są bardzo fajne z radością. Też do aparatów mam pecha na ogół wpadają mi do wody.
Bede pamietala i cos Autorowi podrzuce. Teraz jestem w Kaszmirze. Do miasta potrzebuje lodki i wioslarza:)
Jeszcze żeby był przystojny wioślarz. Miłego pobytu.
Zdjęcia Ani mogą być tylko wypełnione szczęściem, tak jak piszesz Arleto. Jak mawiają – ,, to kobieta Anioł ”
Przygód w Kaszamirze.
nadal Ania potrzebujesz do miasta łódki i wioślarza ? Twoje życie jest chyba jedną wielką podróżą ?? Po ostatnim wpisie wiem skąd w Tobie urodziwość i radość
)
Odpowiedz do obu wpisow. Oczywiscie z braku czasu.
Ten wioslarz jest na zawolanie. Nawet wielu, ale czasami zycie na wyspie sprawia na mnie wrazenie zycia w niewoli. No i tutejsze obyczje. Islamskie. Dziewczyny, Wy nie wiecie co macie lub nie macie. Wszystko zalezy od tego kto kim jest. Chlop i Baba. To dwa swiaty. Warto to troche poznac. Mozna jednak tylko z miejsca, ktore obralam. Czasami drogo kosztuje. Potrafi jednak cieszyc. Gory Kaszmiru – przepiekne. Rzeskie i cieple. Nawet teraz. Choc lepiej latem z blokerem, okularami, dlugimi spodniami i koszula z rekawem. W namiocie, pod opieka okolicznych przewodnikow – lokalnych Cyganow (gipsy people). Pozdrowienia dla Ciebie i chyba Tad….?