Gumka myszka i krytyka papieska

1 05 2011

Czyżbym krytykował zachowania wiernych, a nawet wielkich? Każdy ma prawo wierzyć w co i kogo chce…. Pod warunkiem że tym kimś będę ja, i to tylko w moje koncepcje :) ) .

A poważnie:

Wystarczy zastosować w oprogramowaniu umysłu te dwa zdania i …większość problemów mamy załatwione.

  • bezwarunkowy szacunek dla woli każdego i każdego.
  • Pojawia się wtedy naturalne ograniczenie wynikające z konfliktu interesu pomiędzy elementami

Każde inne podejście zakłóca mi odbiór obrazu.

Obraz jest taki: pod ścianą stoi biurko, na biurku leży notebook, parę kartek białego papieru, długopis, ołówek i 6 mazaków w foliowym opakowaniu. Czerwony, niebieski, zielony, żółty, czarny, brązowy. Zasilacz, dwie ładowarki, USB i cienka nokia, stos różnych papierzysk, rachunków, monitów, wizytówek, folderów. Pacynka Łoś brązowo-beżowa, dwa czarne szklane lingamy boga Sziwy, mały metalowy odlew  wielogłowego Ganeszy. Cztery rozładowane akumulatory AA i osiem zużytych, do utylizacji – leżą od roku :) ,  i ….gumka myszka.

Tak wygląda obraz z mojej perspektywy. Z góry. Mogę dokładnie określić przeznaczenie poszczególnych przedmiotów, pamiętam jak działa, skąd się wzięły itp. No, może ta pacynka-łoś stanowi dla mnie pewną zagadkę :) . Ale na ten temat mam kilka koncepcji i może kiedyś …poznam prawdę.

Nas jednak interesuje tytułowa myszka-gumka. Zmieńmy perspektywę i wcielmy się w byt gumki:

Jestem sprężysta, biała, choć czasem pobrudzona na czarno-szaro, jestem nośnikiem informacji a nawet sztuki (napis, logo i rysunek myszki), pamiętam moją funkcję i sukces z wykonanego zadania, i utratę ciała. Wbity długopis znudzonego ucznia. Gumka doświadcza silnego kontaktu z papierem i ręką (związanego z funkcją), podstawowego z biurkiem (oczekiwanie, spoczynek), oraz klęski – długopis. Jest

 

Aby obraz był kompletny wszystkie elementy muszą mieć swój byt. Mają określony kształt, funkcje i relacje z resztą obrazu, ze środowiskiem. Niektóre elementy są bardziej skomplikowane, niektóre mniej, podobną funkcję inne całkiem inną. mazaki są na przykład zupełnie takie same ale różnią się kolorem. Notebook jest bardzo złożony a funkcje zmienną w zależności od oprogramowania.

Załóżmy, że Guru to komputer, bo największy i najbardziej skomplikowany i najczęściej dotykają go ręce i ta wielość programów. On też ustali zasady jak powinno się wyglądać, jak otwierać i zamykać pokrywę, że trzeba podłączyć się do prądu itp. W swojej mądrości (oprogramowane jest różne (filmy, gry, internet, inne) dopuszcza nawet różnorodność form i funkcji, jednak podstawowe zasady są niezmienne. Nawet stara się pomóc. Przez USB podłącza wszystkich do prądu, pobiera opłaty, choć sam nie płaci. Organizuje system edukacyjny pamięć RAM i logika CPU jest dla niego esencjonalna….i

Ty. Jesteś myszką. Oni to papiery.  Ja to…..? Inni to reszta.

Jesteś rozcięta aby się otworzyć, na imitacji ekranu wyświetlana jest imitacja wiedzy, kabel USB masz wpięty w… ale z racji dobrej izolacji twojej gumowej natury…nic nie płynie.

Papiery płoną, Ganesza iskrzy, Inni się buntują… Lingamy wiedzą swoje i szykują wojnę…

Ja siedzę na górze i …piszę bloga….Niech każdy robi, co chce, wygląda jak chce. On wie najlepiej czy ma być sprężysty, czy twardy, czy ma mieć dużo pamięci, czy ekran, czy ma udawać łosia, czy być nim naprawdę. Kto z kim ma współpracować? To też od środka niech sobie stwierdzą… Może Jest ktoś kto siedzi przy biurku, może użyje, funkcję okreśki

Czy ja krytykuję Papierza, czy Gumkę? A może Obraz?

I jeszcze jedno, ten obraz jest dużo, dużo bardziej skomplikowany.

Obraz kompletny?

Widok z gory



Poszanowanie Błędu a Jan Paweł II

30 04 2011
JanPawel_II_w_wp

JanPawel_II_w_wp

Ach, jak często słyszymy o szacunku dla prawdy, dla ojczyzny, wiary (brrr) i tym podobne ważne i cenne. A Błąd, porażka, słabość, jakoś nie słyszałem wiwatów z powodu porażki.

Oj, ja głupi. Przecież co komu po Błędzie, tylko sukces, się liczy.

A przecież jakbyś z życia Błąd wyeliminował to sukces by się nie zdarzył! Gdyby modlitwy wszystkich zawodników rozgrywających mecz spełniłyby się to….wszyscy by wygrali.  Ale to niemożliwe, mecz nie mógłby się odbyć.

Błąd jest cenny. Dbajmy o Błąd i słabość. No chyba, że nie chcesz wygranych, sukcesu i zysku.

Karol Wojtyła, człowiek nieposzlakowanej opinii,  będzie świętym.

A co ma z Błędem wspólnego nowy święty ukochany papież wszystkich Polaków?

Nic?

Wariat jakiś jestem. Co ja bredzę? Pooglądam lepiej TV!

Zamiast, włączyłem radio i pierwsze co słyszę to: „….czy w takim razie Papież był bezbłędny? -Ależ skąd gdybyśmy tak myśleli to traktowalibyśmy go jak półboga….”

Patrzcie no, świętym tylko będzie, a nie półbogiem.

A czy Bóg popełnił Błąd stwarzając człowieka błędnego? A jak nie popełnił Błędu (wszak półbóg jest już bezbłędny)  i stworzył Błąd, to czy my, jego twory, powinniśmy Błąd zwalczać?

Hasło dnia: Tylko heretycy nie chcą Błędu? :)

A, i jeszcze jest skala Błędu:  Błąd mally i dpkopjk (duży). Zwalczać te malle czy dpkopjkże?

Tyle jeszcze do zrobienia Panie w klasyfikacji Błędu w odniesieniu do świętości Karola.

Tyle stanowisk do objęcia, kredytów do wzięcia, fundacji do powołania, nagród i pensji, niech się kręci bezsensowna maszyna zwalczająca Błędy, a wtedy …staniemy się lepsi, mniej Błędni.

Aghmej



Czepiam się Piotra Michalaka i Majewskiego i polityków i…

28 04 2011

wielu.

Przypomniał mi się taki tekst z książki „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki„.  Tłumacze tłumaczący na międzynarodowych ważnych konferencjach pijąc zastanawiali się nad sensem swojej pracy.  I doszli do wniosku, że ich praca ma mało sensu ale przynajmniej nie jest tak szkodliwa jak praca polityków, prawników czy lekarzy.

Właściwie to trzeba być nieźle napranym żeby czepiać się małych czy dużych, radzących w sprawach oczywistych. Kasa i sukces to bezwzględnie faja rzecz! Sam lubię piękne kobiety, dobre wino, mocne auta, wylegiwać się na Goa i nawet marzyłem (…tu akurat dałem się Eli i Jarkowi nabrać… MLMy  niestety wpływają na ludzi znieczulająco, nic to) o niezależności finansowej. Tylko im dłużej żyję,  i gdy wchodzę na swoją górę (to już wiecie z poprzednich wpisów) tym więcej widzę zależności, ukrytych kosztów. I Nie chodzi mi o koszt – kasę.

Zauważył to Piotr w Manifeście Producenta Pieniędzy kiedy pisał o ludziach i relacjach w dużych i małych miastach. On co prawda widzi rozwiązanie w grubym portfelu. Może myśli tak: „jak już będę zarabiać (automatycznie) 20tyś miesięcznie to…. Dorotka nie będzie musiała iść do pracy, dzieci mi urodzi stadko, będę miał czas grać z nimi w kosza przed moim skromnym domkiem kiedy będę chciał, w niedzielę skoczę do kościoła i posłucham o bogaczach co przez ucho igielne do królestwa przejść nie mogą, wieczorem strzelę drinka z butelki kupionej w strefie wolnocłowej na lotnisku w Moskwie i….będę zajebiście szczęśliwy”. Po trzecim drinku dodałby „amen” lub „ku chwale ojczyzny” bo przecież bogaty i zadowolony obywatel to bogate silne państwo. Po piątym , już pod stołem wybełkotałby: „kocham Polskę”. Trochę przesadziłem. Przecież Piotr nie wygląda na takiego coby nawalił się tak aż pod stół i pewnie nigdy nie bełkotał i może nawet czuje się urażony, że nabijam się z patriotyzmu i świętego Amen. Amen

Ale przecież Piotr to inteligentny człowiek i wie, że 20tyś nie wystarczy :(   , że po jakimś czasie trzeba będzie podnieść ta granicę do 30, 40  albo i więcej, bo apetyt rośnie w miarę konsumpcji. Takie to już prawo. Jak prawo Lejka z manifestu. „Sprzedaj mu więcej, przecież jest zainteresowany tematem”.

Oczywiście, jak mawiał znienawidzony hindoamerykański guru OSHO przyjemniej się medytuje w RoylsRoyse niż w starym Fordzie to….przyznacie, że średnio inteligentny człowiek dostrzega, że kasa i sukces rzadko łączy się z poczuciem szczęścia, a i o ….miłości wspomnę.

Mógłbym o tym godzinami gadać, czego doświadczają kolejne ekipy tułające się po Indiach. Można chyba też coś wygrzebać z przeszłości tego bloga.

Pojawiają się nowe trendy slow live. Mówią, że wolniej, mniej to szczęśliwiej. Ale to też nieprawda.

A prawda to: szybko to dobrze, wolno to dobrze. Wszystko to takie dobrze jak nic.

I wcale się Panów nie czepiam. A i czepiam, bo widzę że….  myślisz, że to jakiś chaos i bełkot? Nie, to wytwór mojej myśli. Kreacja krytyki chorego i zapowiedź zdrowego. A może śmierci starego i narodzin szczęśliwego? To coś osobistego, unikalnego, to wartość bezwarunkowa. Pochwała Ego i ofiarności…

Tak czy inaczej proponuję korzystać z prawa przyciągania, z wiedzy o NLP, e-marketingu od Majewskiego i z spostrzeżeń guru motywacji. Tylko, róbmy to z rosnącą świadomością. Niech to będą rozwijające się, pachnące kwiaty, ogrody pełne pięknych i kochających się istot. A nie działa, pałki, zasłony dymne, strategie,  zwycięzcy i pokonani itp.

Howk,

a co?



Teraz to takie ludzie Manifesty piszą – Piotr Michalak

28 04 2011

Niejaki Piotr Michalak – młody e – marketingowiec napisał reklamowy manifest. Nich to będzie inspiracją do wejścia w krainę narządów. Wkrótce o koncepcji ludzkiej ludzkości a dziś o systemie nerwowym troszkę.

„Manifest Producenta Pieniędzy”

Oczywiście nie piszę tu, że kasa niepotrzebna, jak najbardziej, rachunki trzeba płacić. Tak. Ale mózg…

I moja odpowiedź:

Jesteś Pałkarzem,
a nawet więcej, jesteś sprzedawcą pałek.
A nawet sprzedawcą pałek automatycznych.

Bóg się cieszy, kiedy wypoczywasz nad morzem a inni i automaty w tym czasie walą pałkami klientów robiąc im dobrze lub niedobrze (zależy co kto lubi), za co Tobie płaca jeszcze. I podróż się zwraca.

Nic Ci nie zarzucam, tak działa cały współczesny biznes – prymitywna wymiana energii oparta na nieekonomicznym medium zwanym …pieniądz. Choć pieniądze w swojej funkcji są neutralne to dystrybucja jest aktualnie do bani – generuje masę problemów.

Przeczytałem….i wiem, że odnoszę się do materiału marketingowego, który ma jednak pewną wartościową wg mnie cechę – szczerość (nawet jak zagrana, to chce mi się to pisać). Podobnie jak pewien film wcześniej prezentowany przez Ciebie.

I z powodu tej szczerości i Twojej ambicji do….pomagania, robienia czegoś dobrze „nie tylko dla kasy” zdecydowałem się zwrócić Twoją uwagę na …szerszy sens pracy, działalności, przedsiębiorczości, aktywności człowieka,

I szczerze, złudzenie, że pomagasz jest wynikiem braku świadomości, lub raczej duchowej ( wspomniałeś wcześniej o ważnym dla Ciebie Bogu ) niedorosłości ( bo niedojrzałość mógłbyś odebrać negatywnie ) . I nie chcę żebyś momentalnie dorósł. To byłoby nienaturalne.

Chciałbym żebyś zobaczył starszych, bo siebie (szczerość samookreśla) już widzisz, widzisz też młodszych. Właściwie to zobaczyć Ci będzie trudno, ale może jakąś abstrakcyjną anielską ideą spróbujesz starszych wymyślić. I dodasz połączenie z mózgiem. Ciałem koordynującym.

Jesteś Piotrze jak układ nerwowy. Zgodnie z (polecenia mózgu) ogólnymi wartościami i stereotypami organizujesz rzeczywistość swojego biznesu i dajesz narzędzia innym (reszta ciała). Pomagasz komórkom tłuszczowym gromadzić zapas, a mięśniom bodziec do działania i (urlopu „czas wolny”) spoczynku.

Bądź dobrym zarządcą, lecz zmień mózg. Chyba, że mózg wydaje Ci się zdrowy i piękny.

O problemach mózgu itp znajdziesz na moim blogu www.3kot.pl/blog



Martin Eden…zamyśliłem się nad…Sidhartą

17 02 2011

To chyba była lektura szkolna, nie? Nie zdziwiłbym się, gdyby była. To przecież fajnie tak, poopowiadać o wolności, prawdzie, itp. A potem zapomnieć i wpisać się w automatyczny świat robotów, niewolników przekonań, substytutów miłości.

Ciekawe, jak aktualna jest powieść Londona, minęło 100 lat i… nie zmieniło się nic. Nawet widzę podobieństwo do innej historii sprzed tysięcy lat, ładnie przypomnianej przez Hermana Hessego – Sidharta. Też dążenie do prawdy, zaślepienie biologiczną „miłością” realizacji roli silnego samca. Po czym, po zwycięstwie, Eden nie płodzi (a może London wyciął pikantną scenę w hotelu). Sidharta nie był aż tak wstrzemięźliwy, brał, bo piękna była. I kiedy uznała w nim najsilniejszego samca mówiąc ( może myśląc tylko) „kocham”, on …stracił cel. A że był człowiekiem prawdy, zostawił wszystko ( to dla was ważne: dom, kasę i pozycję społeczną) i poszedł … nad rzekę.

Martin, osiągnął sukces, i ona, przywiędła burżujka, wyidealizowana królewna, Ruth, zechciała go, syna robotnika, człowieka z nizin społecznych, który ciężką pracą ( tu pojechałaś Londonie) a może szczęśliwym zbiegiem okoliczności, zyskał popularność tłumu.

Obaj swój koniec wiążą z wodą. Sidharta w słodkiej rzece, symbolu boskiej inteligencji. Martin na słono, w realnym chłodzie toni. Obaj nie mogą już uczestniczyć w tej grze pozorów zwanej życiem.

Dziś też aktualne, bo, patrzę na swoje i Twoje życie i widzę Martinów i Sidhartów  losy. Zwykle z początku książki Londona, pasja i miłość, potem już tylko przetrwanie. Płodzenie, konto, posada, wakacje. Świadomość do teczki, wybór celu, bam, bam, trafiony, zarobiony. Często na czyjś rachunek, czasem Twoja wielka twórczość dla nowej broni użyta. Mało kto do wody dochodzi.

Głupi ten Eden, do pracy by poszedł…na wojnę…



Prawo Pareto i… jest jeszcze gorzej

31 01 2011

100 lat temu kolega zaproponował proporcje 20 do 80, i wielu się z tym zgadza. Myślę jednak, że te proporcje są inne 10 do 90 a może nawet 5 do 95 (tak sobie spekuluję), jeżeli dodamy sensowność działań, straty na komunikacji i z powodu odroczonego „podatku ekologicznego”. Myślę, że dotarliśmy do końca skali… absurdu działań codziennych opartych na wartościach zewnętrznych.

Z drugiej strony prawo Pareto jest bardzo optymistyczne. Pozostawia przestrzeń, wskazuje nasz ogromny potencjał. Pokazuje, że są nieodkryte mechanizmy rządzące przepływem, które nie poddają się edukacji a organizacja musi brać pod uwagę 80% balastu (i podnieść cenę).  Co prawda frajerzy (my?) uporczywie trzymają się swoich 20 procentowych  posad z powodu wypracowanego wcześniej dyplomu, lub forsują ciała poświęcając na pracę 12-14 godzin czasu, to widać, że  łatwo zachwiać tą strukturą, również konkurencji. Możemy się też pocieszyć, że działania wojenne też podlegają temu prawu. Szacuje się, że tylko co 7 żołnierz strzela, żeby zabić (podobne proporcje?).  A jeżeli chodzi o wojnę to:

Proponuję ogłosić: Chcemy wojny! (dla tych co chcą, oczywiście)



Zasada Pareto i …jesteś frajerem

30 01 2011

Zdradzę Ci sekret. Mimo, że  został on upubliczniony  jakieś 100 lat temu przez niejakiego Pareto, mało kto zdaje sobie z niego sprawę. Prawda jest taka: Jesteś frajerem! Jest to zasada naszej niedoskonałości. I mimo, że na niektórych uczelniach i kursach jest uczona, tylko 20% słuchaczy może ja zastosować a na dodatek w 20% swoich aktywności. Całe pozostałe 80% to dowód  naszego frajerstwa.

Zasada pareto

Zaraz, ale czy rzeczywiście Ciebie to dotyczy? Sprawdź czy jesteś  frajerem, czy nie:

Tak… tylko 20% twojej aktywności zawodowej generuje 80% twojego dochodu!  Masz 20% skuteczność – Jesteś frajerem! Bo mógłbyś zarabiać 5 x więcej! W tym samym czasie!

Tak… Jesteś świetnym pracownikiem, właściwie wybierasz 20% aktywności i robisz to w 20% swojego czasu. Osiągasz 5x większą wydajność od twoich współpracowników i… płacą Ci …naprawdę dużą premię 100% więcej niż innym.  Jesteś szczęśliwa, wyróżniona i …frajerem jakich mało!!! Bo powinnaś dostać 5x więcej niż inni.

Może się też zdarzyć, że zawodowo nie jesteś frajerem. (popatrz, teraz na inne sfery twojego życia)



Tylko co ja chcę?

25 01 2011
co chcesz na goa

co chcesz na goa

I to jest właśnie pytanie. Niestety, najczęściej chcemy „nieswoje”. Myślę, że nawet JA jestem niemój? Czyj?  JA to maszyna samoucząca się, dzięki interakcji na otoczenie. Gromadząca dane i wyciągająca wnioski z odbytych doświadczeń.  Nieświadoma, działająca automatycznie wg. energetycznej ekonomi jednostki, ale również całości, jako współpracujący element.

W każdym JA istnieje wewnętrzna piramida zaintersowań  (trochę podobne do piramidy potrzeb Maslova) . Na pewnym etapie maszyna zaczyna dążyć do …samopoznania. Staje się to jej głównym zainteresowaniem. Coś, od czego powinniśmy zacząć robimy na końcu! Najpierw stworzyliśmy JA „skuteczne” – radzące sobie w życiu (środowisku). Ale to NIE JA. Teraz z zainteresowaniem dociekamy co jest pod JA „skutecznym”.

Ponieważ język JA „skutecznego” jest inny niż JA „nieznanego”. A znam tylko JA „skuteczne”. Jak poznać „nieznane”?

Od wieków tworzono metody poznania siebie. Teraz, marketingowo ,  istnieje rynek osób „poszukujących”. I tu wszelkie systemy religijno – kursowe obiecują samopoznanie poprzez mistrzów, aniołów i diabły i …miłość. Popyt rodzi podaż. Ale nawet jak tu jesteś, to dlatego, że chciałeś!

Dalej, nawet jak nie moje, jest tylko chcenie (wola). Wola i uwaga, lub choćby rozpoznanie autora. Może zaufać chceniu?

Czy mogę ufać chceniu? Przecież nieograniczone chcenie prowadzi do …uzależnień, lenistwa, przestępstwa!!! Jest raczej aspołeczne. W środowisku ograniczonych, zaplanowanych i skomercjalizowanych chceń. Bezwarunkowe, indywidualne chcenie jest niekompatybilne. Powoduje niepokój, a nawet (delikatnie mówiąc) ostrą reakcję otoczenia. Zmusza do izolacji, lub budowania komun „jednomyślnych”. A komuny, to izolowane grupy, to getto. Może?

Tylko co ja chcę?



Zdrowa dieta, zdrowe życie…

25 01 2011

w mailu było to:

film Valya Boutenko o jedzeniu surowych warzyw i owoców.

Może to i dobre. Jak joga i medytacje różne.

Myślę jednak, że najistotniejszą rzeczą jest chęć, powód, przyciąganie. Czyli coś co powoduje, że chcesz gdzieś iść. Oczywiście łatwiej się idzie jak masz dwie zdrowe nogi. Lepiej mieć czysty i trzeźwy umysł idąc do celu. To pomaga, ale nie jest to niezbędne.

Bez nóg też …. dojedziesz na wózku, napity znajdziesz właściwe drzwi (czasem rzeczywiście jest to trudne). Wszelkie „pomoce” trochę pomagają iść. Ale gdzie?

Gdzie chcesz? I to jest dylemat. Gdzie ja chcę iść?

…To iść or not To iść… a jak już, to ..gdzie?

Oczywiście jestem za. Bo jeżeli kuchenki byłyby nam niezbędne, to rosłyby na drzewach. A jeżeli mielibyśmy jeść mięso, to kurczaki kładłyby się na pieńku i skrzydełkiem pokazywałyby szyjkę – tu ciąć.

Oczywiście jestem przeciw, bo lubię tosty i pizzę, wegetariańską oczywiście.

Ale czy tosty rosną na drzewach?



Na górze

17 01 2011

Często rano wspinam się na szczyt swoich myśli. Najpierw szeroką drogą uniwersalnych przekonań, potem rzadko uczęszczanym szlakiem i w końcu  sam wyznaczam trasę w górę. Po drodze, gdy słońce świeci  „podziwiam” widoki w dolinie. Czasem jednak pada deszcz, jest mgła-prawie nic nie widać. Błądzę wtedy pomiędzy ostrymi myślami. Łatwo się potknąć i stoczyć w dolinę.

Niżej. Spotykam ludzi na ścieżkach, zwykle jednak krążą wokół góry. Korzystając z drogowskazów przechodzą przez tunele i ogrodzone, bezpieczne tarasy widokowe. Tam kontemplują fragment doliny. Czasem siadamy razem i mamy ten sam widok,  podobne spostrzeżenia. Jednak stąd nie widać wszystkiego, nie widać powiązań, a dolina to zmienny organizm. Trzeba wejść wyżej.

Wyżej. Mało tu innych, nie ma kogo zapytać o drogę. Im wyżej tym trudniej kogoś spotkać. W zasadzie jak schodzę ze ścieżki i idę pod górę to sam już jestem. Iść jest trudniej, tu za stromo, tu jakieś kolce. Pełniejszy widok jednak trud wynagradza. Fragmenty łączą się i tworzą powiązania w absurdalnym, bezsensownym  układzie. Organizm żyje. Mimo, że fragmenty bywają piękne i pociągające to całość już taka nie jest. Żyje z wysiłkiem. Jest stary. W jednym miejscu żyły zapchane, w innym rozdęte. Tu czegoś za dużo, obok za mało. Gdzieś powstają nieużyteczne wielkie połacie.

Chciałbym coś zrobić, pomóc, poprawić. Zbiegam na  dół, mijam ścieżkowych. Wpadam na drogę ….i już mnie mają.

Rano…